Wpisy

  • poniedziałek, 26 stycznia 2015
    • Ambicja powróciła do polskich piłkarzy!

      Ostatnio w naszej piłce zauważyłem trend do ściągania polskich zawodników, którzy nie zrobili wielkiej kariery zagranicą. Osobiście twierdzę, że są to dobre ruchy transferowe poszczególnych sterników klubów. Młodzi piłkarze coraz częściej i chętniej wyjeżdżają „podbijać” zagraniczne boiska. Ich główną motywacją są przede wszystkim wielkie, jak na ich realia, pieniądze, których nie dostaną w polskiej ekstraklasie. Przez to, że zarabiają dużo, na dalszy plan odsuwają aspekt sportowy. Jak usiądą na ławce to zapuszczą tam korzenie. Przykład jest prosty – Paweł Wszołek. Miał być wielkim talentem. W reprezentacji zadebiutował w towarzyskim meczu z RPA, a pięć dni później zagrał z Anglią w eliminacjach do mistrzostw świata.

       Jest też jednak grupa ambitnych piłkarzy, którzy za wszelką cenę się starają i walczą w grupie do upadłego. Widać u nich ambicję i determinację. Nawet jeżeli początkowo będą przesiadywać na ławce to w końcu będą w stanie wykorzystać daną szanse. Idealnym przykładem jest tutaj Arkadiusz Milik, który pierwsze dwa sezony miał trudne, odpowiednio w Bayerze i Augsburgu, żeby teraz być gwiazdą Ajaxu Amsterdam.

       Piłkarzami z ambicją jest też grupa, która szuka swojej szansy w powrocie na polskie boiska. Chcą się odbudować przede wszystkim mentalnie, pokazać z jak najlepszej strony, a potem ponownie spróbować sił w silniejszej lidze.

      Piłkarze z ostatniej grupy są często solidnym wzmocnieniem. Z tego założenia wychodzi m.in. Lechia Gdańsk. W zeszłym roku wypożyczyła z Tereka Groźnego Macieja Makuszewskiego, byłego gracza Jagielloni Białystok. Pomocnik na tyle się sprawdził, że Lechia postanowiła skorzystać z prawa do pierwokupu i podpisała 4 –letni kontrakt z piłkarzem. Przed początkiem obecnego sezonu gdańszczanie postanowili pójść za ciosem i sprowadzić kolejnych zawodników, takich jak Makuszewski. Wybór padł na byłego zawodnika Legii Warszawa Ariela Borysiuka oraz Bartłomieja Pawłowskiego, który zaliczył krótki epizod w hiszpańskiej Maladze. W zimowym oknie transferowym na PGE Arene trafili boczni obrońcy. Lewym defensorem został Jakub Wawrzyniak, a prawym Grzegorz Wojtkowiak. W planach włodarzy kluby było także sprowadzenie Tomasza Kupisza z Chievo Verona. Lechia aktualnie gra poniżej wszelkich oczekiwań, ale nie ma co się dziwić. Przed sezonem został zbudowany nowy zespół. Widać jednak, że z meczu na mecz ich gra wygląda coraz lepiej. Ze Śląska przeszedł Sebastian Mila, który będzie kreował grę swojego klubu. Ciekawy zespół tworzy się w Gdańsku. Myślę, że za rok mogą włączyć się w walkę o najwyższe cele.

      Aktualny mistrz Polski Legia Warszawa słynie z tego, że sprzedaje swoich młodych piłkarzy za granicę i zarabia na nich bardzo duże pieniądze. Niektórzy jednak na wyjazd nie są gotowi, ale nie ma co się dziwić władzą klubu, gdy przychodzą oferty po kilka milionów euro. 2,7 mln za Furmana od Toulouse, ponad 2 mln za Wolskiego od Fiorentiny i teraz 2,5 mln za Bielika od Arsenalu Londyn. Dwaj pierwsi kariery na zachodzie nie zrobili. Choć maja jeszcze szanse. Największa nadzieja jest jednak w Krystianie Bieliku, który nazywany jest w Londynie następcą Viery lub Fabregasa. Kwestią czasu jest, kiedy Arsene Wenger da zadebiutować młodemu piłkarzowi w pierwszej drużynie. Jeżeli chodzi o Furmana i Wolskiego to Prezes Leśnodorski chciał ściągnąć ich z powrotem na Łazienkowską. Z Furmanem się udało. Trafił na półroczne wypożyczenie. Będzie mu zależało na jak najszybszym dojściu do wysokiej formy. Zrobi też konkurencję dla Vrdoljaka i Jodłowca, ale może przede wszystkim zmobilizuje do jeszcze większej pracy Helio Pinto, który będzie miał godnego rywala na swojej  pozycji. Wolski za to trafił na 1,5 roczne wypożyczenie do belgijskiego Mechelen. Mam nadzieje, że wyjdzie mu to na dobre.

      Śląsk Wrocław zrobił podobnie z Piotrem Celebanem. Obrońca odszedł z drużyny 2 2012r. i po dwóch sezonach spędzonych w FC Vaslui w barwach, którego rozegrał 48 meczów  wrócił do Śląska.

      Ambicji nie można odmówić bramkarzowi Grzegorzowi Sandomierskiemu. Zawodnik w 2011r. odszedł z Jagielloni Białystok do KRC Genk. Tam jednak  po roku przesiedzianym na ławce, wrócił na wypożyczenie do „Jagi”. Kolejne dwa sezony również spędził na wypożyczeniu. W 2012r. wylądował w angielskim Blackburn Rovers (8 występów), a w 2013r. grał w Dinamie Zagrzeb ( 6 występów). Przed początkiem tego sezonu trafił do Zawiszy Bydgoszcz. Napisałem na początku, że Sandomierskiemu nie brakuje ambicji, ponieważ tej wyraźnie brakuje innemu polskiemu bramkarzowi – Łukaszowi Zausce. Gra on od 2009r. w Celticu Glasgow, a w zasadzie to siedzi na ławce. Od początku swojej zagranicznej przygody zagrał zaledwie w 28 meczach.

      Piłkarzy powracających do kraju mogą ściągnąć tylko największe polskie kluby. Oprócz dwóch wyżej wspomnianych zaliczyć do tego grona można też Wisłę i Lech Poznań. Co do Śląska to cały czas wielką niewiadomą są jego fundusze. Te kluby co roku biją się o mistrzostwo Polski i grę w europejskich pucharach, więc ich piłkarzom powinno zależeć na ciągłej grze i walce o wysokie cele, a także powrocie do reprezentacji Polski.

      Jednym z takich piłkarzy jest Adam Matuszczyk. Obecnie gracz FC Koeln. Piłkarz jednak od dawna siedzi na ławce i nie widać, żeby miało się to zmienić. Piłkarzowi kończy się kontrakt 30.06.2015r. Ale mógłby zostać teraz wypożyczony do klubu, w którym miałby pewne miejsce w składzie. Z jego doświadczeniem mógłby pomóc niejednemu polskiemu klubowi.

      Innym nieco zapomnianym piłkarzem jest Radosław Majewski. Początkowo uznawany był za jednego z najlepszych graczy Nottingham Forest. Zagrał w nim już 144 mecze! W tym sezonie został jednak wypożyczony do Huddersfield Town, w którym zagrał 6 meczów.

      Jeżeli chodzi o napastników to w VFL Bochum gra Piotr Ćwielong. Zawodnik, który mógłby wzmocnić ligowego średnika. W polskiej lidze strzelił już 48 bramek. Być może będzie mu kiedyś dane powiększyć ten dorobek.

      Ciekawy natomiast jestem jak potoczy się kariera Salomona, Soboty, Klicha i Teodorczyka. Przyznam, że największą niewiadomą jest dla mnie Salomon. Zawodnik o świetnych warunkach technicznych, z niemałym doświadczeniem, a kariery nie może zrobić, mimo licznych wypożyczeni do słabszych klubów.  Soboty zrobił pierwszy krok do tego, aby znowu o sobie przypomnieć. Został wypożyczony do FC St. Pauli, kluby, w którym może zacząć regularnie grać. Tak samo zrobił Klich. Pierwsza połowa sezonu była dla niego po prostu fatalna. Zawodnik nie mieścił się nawet na ławce rezerwowych i mecze swojej drużyny musiał oglądać z trybun. Od lutego zacznie w Kaiserslautern. Może tam pokaże talent. Raz już jego wypożyczenie przyniosło oczekiwany skutek. W końcu Teodorczyk. Po ubiegłym sezonie odszedł z Lecha Poznań, w barwach którego rozegrał 50 meczów i strzelił 24 bramki do Dynama Kijów. Jak na razie ma tylko 5 występów i jednego gola. Miejmy nadzieję, że druga część sezonu będzie dla niego bardziej udana i nasz napastnik będzie się rozwijał.

       Jeżeli jednak żaden z zawodników będących na wypożyczeniu (Majewski, Salomon, Klich, Sobota) nie wykorzysta swojej szansy, wtedy pozostanie im powrót do naszej ligi i tam budowanie formy od nowa. Z drugiej strony nie ma się czego wstydzić. Skoro mamy mieć coraz silniejszą ligę to grać w niej muszą zawodnicy, którzy naprawdę coś potrafią i mają ambicję zawojować Europę.

       *początkowo mój felieton miał nosić tytuł „Zapomniani zawodnicy”, jednak po jego ponownym przeczytaniu doszedłem do wniosku, że lepszy będzie „Ambicja powróciła do polskich piłkarzy”

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      jacynaj
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 26 stycznia 2015 21:26
  • niedziela, 11 stycznia 2015
    • Cesarz Rzymu!

      Niezależnie od wyniku dzisiejszego hitu w Hiszpanii, meczu na szczycie w Portugalii, od narzekania fanów Czerwonych Diabłów po porażce na Old Trafford, dzisiaj absolutnym numerem jeden na świecie jest Franseco Totti! Jego Roma zremisowała w derbach z Lazio 2:2, a kapitan strzelił dwie bramki. Przy czym druga była fe -no -me-na-lna! Niczym karateka wyskoczył i uderzył pięknie, doprowadzając do remisu. Dużo emocji było też przy tzw. "cieszynce". Totti wziął od osoby ze sztabu szkoleniowego i zrobił sobie selfie z ultrasami Romy. Zresztą zobaczcie sami : )

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      jacynaj
      Czas publikacji:
      niedziela, 11 stycznia 2015 22:11
  • poniedziałek, 15 grudnia 2014
    • Legia zagra z Ajaxem – będzie się działo!

      Dzisiaj o godzinie 12. w szwajcarskim Nyonie rozlosowano pary do fazy 1/8 Ligi Mistrzów, a godzinę później do 1/16 Ligi Europejskiej. Bardziej nas jednak interesowało to drugie losowanie, w którym rozstawiony był nasz rodzynek w europejskich pucharach –Legia Warszawa. Większość kibiców, z oczywistych względów, liczyła na ponowny mecz z Celticem Glasgow, piłkarze woleli nieco słabszy Aalborg albo Young Boys Berno, a Michał Żewłakow (Dyrektor Scoutingu) chciał Anderlecht Bruksela. Padło jednak na drużynę zdecydowanie silniejszą. Legia zagra z Ajaxem Amsterdam, w którym na coraz gwiazdę wyrasta 20-letni Arkadiusz Milik.

      Bez wątpienia z losowania zadowolony jest szkoleniowiec mistrzów Holandii Frank de Boer, który powiedział: Moja pierwsza reakcja jest taka, że mogliśmy trafić gorzej. Jednak, żeby nie wyszło, że lekceważy mistrzów Polski po chwili dodał:  Tu nie chodzi o to, że nie doceniam Legii, ale patrzę na inne zespoły, na które mogliśmy trafić. Niestety muszę się zgodzić z Holendrem. Jego drużyna będzie faworytem, przynajmniej 19 lutego na Amsterdam ArenA. W lidze na własnym stadionie Ajax rozegrał do tej pory 9 spotkań, wygrywając 7, jedno remisując i jedno przegrywając 1:3 z PSV. Zupełnie inaczej wyglądała już sytuacja Ajaxu w fazie grupowej LM. Na własnym boisku wygrał tylko z najgorszym w grupie  Apoelem Nikozja 4:0. Kluczem do sukcesu warszawskiej drużyny będzie strzelenie bramki na wyjeździe. W obecnej formie Orlando Sa jest w stanie pokonać Cillessena. Warto też zauważyć, że do pełnej dyspozycji wróci absolutny lider drużyny – Miroslav Radovic. Szeregi obrony zasili Dossa Junior, który w pełni zdrowy jest nie do zatrzymania na środku obrony. Przy korzystnym wyniku w pierwszym meczu Legia jest w stanie powalczyć przy Łazienkowskiej. Ajax w meczach wyjazdowych jak dotąd nie pokazywał swojej siły. W tym sezonie wszystkie wyjazdowe zwycięstwa Holendrzy odnosili nad zespołami, potencjalnie, słabszymi od Legii. Dwa zwycięstwa nad słabeuszami w Pucharze Holandii, w lidze nad Cambuur, Bredą, nieco lepszymi Alkmaar i Feyenoordem. Poza tym remis z słabym Den Haag oraz przeciętnym ostatnio Twente i Apoelem w LM. Do tego wyraźne, choć z mocniejszymi rywalami, porażki po 3:1 z PSG i Barceloną.

      A jak na tle rywali wygląda Legia? Przede wszystkim szybko trzeba zapomnieć o ostaniej kompromitującej porażce w Łęcznej. Ale przede wszystkim trzeba z wielkim optymizmem podchodzić do meczów stołecznej drużyny w europejskich pucharach! Pięć spotkań wygranych, jedna porażka. Prawdziwy sportowy sukces! U siebie Legia wygrała wszystkie trzy spotkania przy bilansie bramkowym 5:1. W lidze, podobnie jak Ajax, 6 zwycięstw, 2 remisy i porażka na początek sezonu z Bełchatowem. Pozytywnie do losowania podchodzi Prezes Legii Bogusław Leśnodorski: Trafiliśmy na zespół, którego styl nam odpowiada. Możemy awansować. Nie mają wielkich gwiazd, których musielibyśmy się jakoś szczególnie obawiać. Z takim nastawieniem powinien podchodzić każdym zawodnik, członek sztabu szkoleniowego oraz pracownik klubu. Taka atmosfera musi się unosić aż do 19 lutego, a potem do meczu rewanżowego.

      Reasumując, Legia nie pozostaje bez szans. Każdy z zawodników na pewno da z siebie wszystko. Przed nami zimowe okienko transferowe, którem może przynieść ciekawe rozwiązania. Najważniejsza jest jednak obietnica Ondreja Dudy, który po meczu w Łęcznej zapowiedział, że zimą nigdzie się nie wybiera. W nowym roku Legię czekają dwa obozy przygotowawcze. Jeden w Turcji, drugi w Hiszpanii. Potem 2 mecze w lidze i jeden w Pucharze Polski.  

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      jacynaj
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 15 grudnia 2014 21:59
  • poniedziałek, 01 grudnia 2014
    • Skra nie do zatrzymania!

      W 13. kolejce Plus Ligi Skra Bełchatów pokonała Aseco Resovię 3:0 (25:19, 25:20, 25:20). Wynik może nie jest niespodzianką, ale może nim być jego rozmiar. Mało kto się chyba spodziewał w miarę gładkiego zwycięstwa obecnych Mistrzów Polski. 

      Rundę rewanżową Skra zacznie z czterema punktami przewag na drugą Resovią.

      Asseco Resovia: Nowakowski (3), Schöps (9), Drzyzga, Buszek (5), Holmes (4), Penczew (4), Ignaczak (libero) oraz Lotman, Tichacek, Konarski (4), Ivović (1) i Dryja (1)

      PGE Skra: Wlazły (13), Kłos (12), Conte (15), Wrona (3), Uriarte (3), Winiarski (7), Tille (libero) oraz Włodarczyk, Brdjović (1) i Marechal

      A z takim libero ( a może i rozgrywającym ; )  ) Skra może również sięgnąć po najwyższe laury w Europie. Bezapelacyjnie najlepsza akcja w rundzie zasadniczej Plus Ligi. Z niecierpliwością będziemy czekać na kolejne akcje niemieckiego libero.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Skra nie do zatrzymania!”
      Tagi:
      Autor(ka):
      jacynaj
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 01 grudnia 2014 00:20
  • czwartek, 27 listopada 2014
    • Warszawa siatkówką stoi

      Czterech obecnych mistrzów świata jest wychowankami warszawskich klubów. Rozgrywający i aż trzech środkowych. Choć można napisać, że nawet pięciu, ponieważ Fabian Drzyzga jako młodzik tylko przez rok grał w Olsztynie, ale od 2003-2008 był zawodnikiem MOS Wola Warszawa i tam rozwijał się w wieku kadeta i juniora, czyli najważniejszym okresie dla siatkarza. A kim są pozostali mistrzowie? Najlepszy rozgrywający Mistrzostw Świata w Japonii w 2006 r., Igrzysk Olimpijskich w Pekinie z 2008 r. oraz Mistrzostw Europy w Turcji w 2009 r., wychowanek MKS MDK Warszawa – Paweł Zagumny. Trójką środkowych są wychowankowie innego stołecznego klubu – Metro Warszawa. Drugi najlepszy blokujący Mistrzostw Świata w 2014 r.  – Karol Kłos, jego klubowy kolega – Andrzej Wrona oraz zawodnik Resovii Rzeszów – Piotr Nowakowski. To wszystko wygląda naprawdę imponująco. Ale stolica naszego kraju kryje jeszcze kilku zdolnych siatkarzy.

      Najlepszy atakujący turnieju finałowego Ligi Światowej w 2012 r. Z reprezentacją Polski zdobył m.in. Mistrzostwo Europy w 2009 r.  Przez sześć lat (1997-2003) uczył się grać w Metrze Warszawa, a następnie przeniósł się na dwa lata do MOS Woli. W tym sezonie reprezentuje barwy Jastrzębskiego Węgla. Wszechstronnie uzdolniony -  Zbigniew Bartman. Może grać zarówno na pozycji przyjmującego jak i atakującego. 27 – letni zawodnik w swojej karierze zdążył zagrać już w 10 klubach. W tym aż trzech włoskich, jednym rosyjskim i tureckim.

      Do grona przyjmujących należy dodać, znanego z boisk Plus Ligi, Krzysztofa Wierzbowskiego. Obecnie grającego w Lotosie Gdańsk i trenującego pod okiem znakomitego szkoleniowca, byłem trenera naszej reprezentacji, Adreii Anastasiego. Jego klubowym kolegą jest środkowy Bartosz Gawryszewski. Co ciekawe obaj są wychowankami Metra Warszawa. Lista  absolwentów tego klubu jest długa. Leworęczny atakujący, który również może być przyjmującym – Paweł Mikołajczak. Aktualny libero AZS Politechniki Warszawskiej – Maciej Olenderek. 23 letni zawodnik uznawany jest za zdolnego libero, a kariera stoi przed nim otworem. Pod wodzą klubowego trenera Jakuba Bednaruka szybko może poczynić znaczące postępy. Innym znanym libero, który karierę rozpoczynał w Warszawie jest Damian Wojtaszek, zawodnik Jastrzębskiego Węgla. Reprezentacyjny libero Krzysztof Ignaczak zapowiedział zakończenie w niej kariery i chęć skupienia się na grze w klubie. Zawodnik ten ma już 36 lat, więc nie ma co się  dziwić, że chce dać odpocząć, i tak już mocno eksploatowanemu organizmowi. Tutaj pojawia się szansa właśnie dla Wojtaszka, który o pozycje pierwszego libero powinien walczyć z Pawłem Zatorskim – po odejściu „Igły” jak na razie bezapelacyjny numer jeden kadry.

      W ubiegłym roku objawieniem Plus Ligi został 20-letni przyjmujący AZS Politechniki - Artur  Szalpuk. Pamiętam jak podczas Mistrzostw Polski w Leżajsku w 2010 r. zdobył tytuł MVP we wszystkich trzech meczach w jakich grał. Wiedziałem, że ujrzę go kiedyś na dużym ekranie, a on w pojedynkę będzie potrafił wygrywać mecze. Nie pomyliłem się. Swoją drogą innym rewelacyjnym zawodnikiem podczas tego turnieju był atakujący mojej drużyny – Bartłomiej Bołądź. Obecnie gracz Czarnych Radom Chłopak zrobił niesamowity postęp, czego owocem jest gra w podstawowym składzie i zbijanie piłek, dostarczonych przez najlepszego rozgrywającego Mistrzostw Świata w Polce w 2014  r. – Lucasa Kampę. Ale powróćmy do Szalpuka. Wychowanek MKS MDK Warszawa w tym sezonie jest trapiony kontuzjami. Przez to nie pojechał na Mistrzostwa Europy juniorów. Podopieczni Jacka Nawrockiego wywalczyli srebrny medal.

      Z wyżej wymienionych graczy można by zbudować skład, który biłby się o najwyższe cele w lidze. A byłby to skład złożony z samych wychowanków. Czy to nie byłoby piękne? Każdy kibic marzy, aby na parkiecie oglądać „swoich zawodników” tym bardziej gdyby była ich cała 12. Ambicje takie ma Legia Warszawa. Klub obecnie występuje w II lidze mężczyzn. Dopiero w tym roku został reaktywowany. Legia chce nawiązać do swoich historycznych sukcesów. W klasyfikacji medalowej wszechczasów zajmują pierwsze miejsce w ilości zdobytych medali. 8 złotych, 12 srebrnych i 8 brązowych. Mam nadzieję, że pomysł ten kiedyś się ziści i na Torwarze, komplet widzów, będzie oglądał zwycięstwo warszawskiej drużyny złożonej z samych wychowanków.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      jacynaj
      Czas publikacji:
      czwartek, 27 listopada 2014 19:55
  • środa, 26 listopada 2014
  • wtorek, 04 listopada 2014
    • Gwiazda nie z tej ziemi

      Nike postanowiło wypuścić reklamę, której twarzą jest LeBron James. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że produkt firmy Nike pokazany jest tylko przez kilka sekund -  chodzi oczywiście o buty, które James ma na sobie. Ale ten spot to coś więcej niż reklama. Oglądając to, jako wielki fan NBA, miałem dreszcze. Ten dwu minutowy filmik jest jak zwiastun zapowiadający genialny film, który ma kilka nominacji do Oscara. Film o gwieździe nie z tej ziemi!

      LeBron James jest obecnie najlepszych koszykarzem od czasów Michaela Jordana. Ale dla wielu kibiców jest kimś więcej niż tylko sportowcem. Lebron James już stał się legendą. Jest autorytetem i bohaterem. Szczególnie tych z Cleveland. Ma on na swoim koncie tytuły MVP (najbardziej wartościowy gracz) za sezony: 2008/2009, 2009/2010, 2011/2012, 2012/2013 oraz MVP finałów ligi sezonów 2011/2012 oraz 2012/2013. Razem z reprezentacją zdobył m.in. dwa złote medale Igrzysk Olimpijskich: w 2008r. w Pekinie i 2012r. w Londynie. Od 2005r. jest corocznie wybierany do Meczu Gwiazd NBA. Jedynym z najważniejszych dni, w jego sportowej karierze, jest na pewno ten z 16 stycznia 2013r., kiedy to został najmłodszym zawodnikiem w historii ligi NBA, który przekroczył granicę 20 000 zdobytych punktów. Wyczynu tego dokonał mając 28 lat i 17 dni.

      Napisałem, że James jest bohaterem kibiców z Cleveland, miasta położonego w stanie Ohio nad jeziorem Erie i liczącego około 400 tys mieszkańców, w którym prawie każdy z nich jest kibicem drużyny Cavaliers. Cavs nigdy nie odnosili większych sukcesów w lidze. Aż do 2003r. Właśnie wtedy w Drafcie z numer 1 wybrali 19-letniego Lebrona Jamesa. Już wtedy uważany był za osobę, która może podbić NBA w przyszłości. Jego wielki talent porównywany był do Michaela Jordana. Na potwierdzenie tego nie trzeba było długo czekać. Po pierwszym sezonie otrzymał nagrodę dla najlepszego debiutanta. Od 2006 do 2010r. Lebron doprowadzał swoją drużynę do fazy play-off. Najważniejszy w historii klubu był rok 2007. Wówczas poprowadził zespół do finału konferencji wschodniej, co było powtórzeniem sukcesu z 1992r.! Po zwycięstwie 4-2 (w fazie play-off drużyny grają do 4 wygranych) nad Detroit Pistons Cleveland Cavaliers po raz pierwszy w historii zdobyli tytuł ligi. W Wielkim finale niestety ulegli Sun Antonio Spurs. Od tego momentu James był bohaterem. Uwielbiali go wszyscy. Zależało mu jednak na ciągłym rozwoju kariery i odnoszeniu jak największych sukcesów. Wiedział, że nie dokona tego w Cleveland. W 2010r. odszedł do Miami Heat. Razem z Chrisem Bosh`em i Dwyane`em Wade`em stworzył mistrzowski tercet, który zdobył dwa tytuły mistrza NBA. W Miami James stał się absolutną gwiazdą, zostawiając nieco w tyle inną gwiazdę Kobe`ego Bryant`a. Można powiedzieć, że już jest sportowcem spełnionym. Osiągnął absolutne maksimum. On sam jednak wiedział, że ma coś jeszcze do udowodnienia.

      Po zakończeniu sezonu 2013/2014 odszedł z Miami Heat i wrócił do klubu, który wychował go na wielką gwiazdę. Lebron James wrócił do Cleveland Cavaliers, żeby zdobyć upragniony tytuł dla tego miasta. Mało ,który sportowiec by się na to zdecydował, ale on wiedział, że jest tam potrzebny.

      Pierwszy mecz niestety nie był dla niego udany. Cleveland w swojej hali przegrali z New York Knicks 90-95, a James zdobył 17 pkt i miał tylko 5 zbiórek. Jednak drugi mecz to absolutny popis gry wielkiego koszykarza. Jak za dawnych lat był postacią wiodącą i poprowadził swój zespół do zwycięstwo nad Bykami w Chicago 114-108. W tym meczu zdobył aż 36 punktów mając przy tym 8 zbiórek.

      W NBA sezon dopiero się rozpoczął. W mistrzostwo Cavs chyba nikt nie wierzy. Nikt poza Lebronem i kibicami. A wiara potrafi czynić cuda!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Gwiazda nie z tej ziemi”
      Tagi:
      Autor(ka):
      jacynaj
      Czas publikacji:
      wtorek, 04 listopada 2014 10:37
  • środa, 22 października 2014
    • Rozstrzelana Liga Mistrzów - Veni vidi vici Bayernu!

      Nie pamiętam już, kiedy jednego dnia w rozgrywkach grupowych Ligi Mistrzów padło aż tyle goli. W ośmiu meczach piłka aż 40 razy znalazła drogę do bramki! Daje to niesamowitą średnią 5 bramek na mecz. A warto zwrócić uwagę, że w jednym z tych spotkać padła tylko jedna bramka. PSG pokonało na wyjeździe Apoel 1:0. Nie obeszło się także bez polskich akcentów. Jedna z siedmiu bramek dla Bayernu, a pierwszą w tej edycji LM, strzelił Robert Lewandowski. Polak zanotował też asystę przy bramce Arjena Robena. Cały mecz na ławce Romy spędził bramkarz Łukasz Skorupski. Ostatecznie Bawarczycy pokonali Rzymian aż 7:1. Pep Guardiola jak i cały zespół z dumą mogą rzec: veni vidi vici! 

      45 minut na Camp Nou zagrał Arkadiusz Milik. Piłkarz, który ostatnio jest w świetnej formie (strzelił dwie bramki w eliminacjach do Euro) pokazał ją również tym razem. Wypracował jedyną bramkę dla swojego zespołu. Ostatecznie Barcelona wygrała 3:1

      Strzelaninę urządził sobie również Shakthar Donieck który pokonał na wyjeździ BATE Borysów 7:0! Siedem bramek padło również w Gelsenkirchen. Schalke na swoim boisku pokonała Sporting 4:3. Bohaterem meczu został Kameruńczyk Choupo-Moting, który w doliczonym czasie gry pewnie wykonał rzut karny. Dzisiejszego wieczoru szczęśliwi będą też kibice Chelsea Londyn. Ich pupile rozgromili na Stamford Bridge słoweński Maribor 6:0! Powodów do radości nie mają niestety fani Manchesteru City. The Citizens zremisowali w Moskwie z CSKA 2:2, mimo, że prowadzili 2:0. Drugie zwycięstwo w fazie grupowej odnieśli piłkarze FC Porto. Tym razem pokonali u siebie Athletic Bilbao 2:1. Baskowie po trzech meczach mają zaledwie jeden punkt.

      Podsumowanie:

      AS Roma - Bayern Monachium 1:7

      BATE Borysów - Shakhtar Donieck 0:7

      Schalke Gelsenkirchen - Sporting Lizbona 4:3

      Chelsea Londyn - Maribor 6:0

      CSKA Moskwa - Manchester City 2:2

      FC Barcelona - Ajax Amsterdam 3:1

      FC Porto - Athletic Bilbao 2:1

      Apoel Nikozja - PSG 0:1

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      jacynaj
      Czas publikacji:
      środa, 22 października 2014 21:19
  • wtorek, 21 października 2014
    •  AC Milan – zespół, który się kocha albo nienawidzi.

        

      Pod koniec marca napisałem artykuł o fatalnej grze Milanu w poprzednim sezonie - http://jacekbogdanowicz.blox.pl/tagi_b/2675/AC-Milan.html. Jak się później okazało był to najgorszy sezon tego zespołu od niepamiętnych, dla mnie, czasów. Milan zajął dopiero 8. miejsce i nie zakwalifikował się do rozgrywek w europejskich pucharach. Po sezonie odszedł trenerski żółtodziób, który miał być zbawcą Rossonerich – Clarence Seedorf. Po latach sławy, sukcesów w Lidze Mistrzów, stylu gry, którym zachwycały się rzesze kibiców, przyszedł okres złej passy. W dużym stopniu spowodowane jest to oczywiście polityką transferową władz klubu. Wielu fanów mówi wprost, że od jakiegoś czasu Adriano Gallianiemu nie zależy już na klubie. Próbuje oszczędzać na wszystkim. Przed obecnym sezonem również nie brakowało transferowych kontrowersji. Do Benfici odszedł 19- letni wychowanek klubu Bryan Cristante, uchodzący za wielki talent. Ten ruch transferowy naprawdę trudno jest zrozumieć. Do klubu dołączył obrońca Adil Rami. W poprzednim sezonie przez pół roku przebywał w Mediolanie na wypożyczeniu. Historia tego transferu jest na swój sposób ciekawa. Milan negocjował z Valencią kwotę transferu. Oba klubu kłóciły się o pół miliona euro. Sprawy w swoje ręce postanowił wziąć sam piłkarz, który dołożył do tej transakcji z własnej kieszeni. Jak później mówił, szybko pokochał Mediolan i poczuł się jednym z Rossonerich. Z klubem pożegnał się też Mario Balotelli, a w jego miejsce z Chelsea przyszedł Fernando Torres, którego od kilku lat próbował się pozbyć Roman Abramowicz. Zawodnik ten ma już 31 lat, a więc najlepsze lata za sobą. Po przyjściu do Milanu złapał drobną kontuzję. Ale po jej wyleczeniu w czwartym z kolei meczu wychodził w podstawowej 11. Na boisku jest przydatny, dobrze rozumie się z kolegami.

      I tutaj należy zauważyć fantastyczną pracę trenera Filippo Inzaghiego. Tego nazwiska przedstawiać nikomu nie muszę. Piłkarski geniusz, list pola karnego. Jeden z moich ulubionych zawodników, którzy odeszli już na sportową, w pełni zasłużoną, emeryturę. Pracował w Milanie przez dwa lata  w  młodzieżowej drużynie Allievi Nazionali. Poznał dokładnie budowę klubu. Jeździ na trenerskie szkolenia. Cały czas nad sobą pracuje. Jest ulubieńcem kibiców zasiadających na Curva Sud (ultrasi Milanu). Jako zawodnik w całej karierze występów w Serie A strzelił 197 bramek, z czego 73 dla Milanu. Świetnie dogaduje się z Gallianim i Berlusconim, czyli dwójką najważniejszych ludzi w klubie. Inzaghiemu powierzono zadanie odbudowy wielkiego Milanu. Jak na razie idzie mudobrze. Po 7. kolejkach Rossoneri zajmują 4 miejsce ze stratą 5 punktów do liderującego Juventusu. Należy jednak zwrócić uwagę na fakt, że Milan ma najwięcej strzelonych bramek – 16. Świetny sezon rozgrywa Keisuke Honda – już 6 bramek! Do składu wrócił też wychowanek klubu Stephan El Shaarawy. Z przyjemnością ogląda się na grę Milanu w ofensywie. Pozwala to patrzeć z optymizmem w przyszłość. Stylem w ataku przypomina byłą drużynę Carlo Ancelottiego, w której sam się zakochałem. Milan ma jednak spore problemu w obronie. Dobre mecze w defensywie przeplata tymi gorszymi. Drużyna straciła aż 10 bramek (tylko 6 zespołów straciło więcej) Z Empoli (2:2) Milan stracił bramki po stałych fragmentach gry. Z Cesną (1:1) po fatalnej postawie obrońców i jeszcze gorszej bramkarza Abbiatiego (Diego Lopez wciąż leczy kontuzję). O ile można spodziewać się, że Milan w meczu bramkę zdobędzie to trzeba niestety liczyć się też z tym, że na pewno ją straci.

      Wróćmy jeszcze na chwilę do trenera. W każdym meczu, po strzeleniu bramki, widać jak Super Pippo jest zżyty z drużyną. Biega, cieszy się, podbiega do zawodników -  tak jakby to ona grał na boisku. Od razu widać, że w drużynie panuje świetna atmosfera. Ta, której brakowało chociażby w poprzednim sezonie. Tego nawet nie ukrywają sami działacze. Galliani otwarcie w wywiadach chwali Inzaghiego i jego ruchy kadrowe. Co na to prezydent klubu Sylvio Berlusconi? Co piątek zjawia się w Milanello (ośrodek treningowy Milanu). Przed meczem z Veroną (wygranym 3:1) zadzwonił do trenera 10 minut przed meczem, tylko po to, aby życzyć mu powodzenia. Atmosfera udziela się także kibicom, którzy coraz liczniej przychodzą na San Siro. M. in. wpływy z biletów pomogą w podpisaniu nowych kontraktów. Adriano Galliani zapytany o zimowe okienko transferowe, potwierdził zainteresowanie Samim Khedirą z Realu Madryt. Para Khedira – De Jong, czy to nie wygląda rewelacyjnie?!

      Ostatnio głośno było w mediach o dość abstrakcyjnym pomyśle dyrektora klubu Umberto Gandiniego. „Chciałbym wprowadzenia dzikich kart albo innych dróg awansu do Ligi Mistrzów dla klubów posiadających odpowiednie możliwości oraz prestiż, by rywalizować w tych rozgrywkach”- powiedział Gandini. Następnie narzekał: „Spójrzmy na przykład na Włochy. Co roku dwie drużyny wchodzą do LM bezpośrednio, a jedna gra w eliminacjach, ale o czołowe trzy miejsca walczą Juventus, Milan, Inter, Roma, Napoli czy Lazio”. Za takie pomysły powinno się takiego człowieka od razu zwolnić. Takie działania prowadzą do nienawiści kibiców.

      Milan jest wielkim klubem i o swojej wielkości może udowodnić tylko grą na boisku. Tak robiła drużyna Sacchiego, Capello, Ancelottiego. Tak też, mam nadzieję, zrobi drużyna Filippo Inzaghiego. Porwie kibiców swoim stylem, wolą walki, piękną grą w ofensywie, silną defensywą i w przyszłym sezonie dobrą grą w Lidze Mistrzów. Niech da kibicom na całym świecie powody do zakochania się! Czy to po raz pierwszy, czy jak w moim przypadku, kolejny. Forza Milan!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „  AC Milan – zespół, który się kocha albo nienawidzi.”
      Tagi:
      Autor(ka):
      jacynaj
      Czas publikacji:
      wtorek, 21 października 2014 13:03
  • niedziela, 12 października 2014
    • Tego brakowało polskiej reprezentacji.

      Wczoraj wieczorem polska reprezentacja pokonała obecnych mistrzów świata Niemców na Stadionie Narodowym 2:0! Odnieśliśmy tym samym pierwsze zwycięstwo w historii nad tym rywalem. Wcześniej 6 razy remisowaliśmy, a 12 razy musieliśmy uznać wyższość zachodniego sąsiada.

      Entuzjazm jest ogromy, radości nie ma końca, ale nie zapominajmy, że już we wtorek kolejny mecz eliminacyjny ze Szkocją. Łatwo nie będzie, ale jeżeli nasi zawodnicy zagrają tak jak w drugiej połowie z Niemcami to o wynik jestem spokojny i o komplet punktów po trzech spotkaniach.

      Wreszcie w naszej reprezentacji pokazali się liderzy. Szczęsny rozegrał, bezapelacyjnie, najlepszy mecz w tym sezonie. Kamil Glik udowodnił, że nie tylko w Torino, którego jest kapitanem, potrafi rozgrywać świetne mecze. Rządził w obronie -  czyścił niemal każdą piłkę. Przede wszystkim wprowadził potrzebny od dawna spokój w defensywie. Grzegorz Krychowiak swoimi odbiorami i walką potwierdził wysoką formę, którą prezentował dotąd w Sewilli. W końcu bardzo dobre spotkanie rozegrał kapitan naszej kadry - Robert Lewandowski. Był wszędzie, walczył o każdą piłkę, wiele razy cofał się, żeby pomagać w defensywie, zajmował miejsce Maćka Rybusa, który nie dawał rady wracać na swoją pozycję. W ważnych, nerwowych, momentach umiejętnie przytrzymywał piłkę, a w 88 minucie pokazał, dlaczego jest uznawany za jednego z najlepszych napastników świata rewelacyjnie zastawiając Durma i podając do Mili. Takiego kapitana nam właśnie potrzeba! O słabych punktach nie będę pisał, bo jak mówi przysłowie -  zwycięzców się nie ocenia. Jednak musimy pamiętać, że nie możemy osiąść na laurach i wyjść w pełni zmotywowani na wtorkowy mecz z wyspiarzami.

      W drużynie panuje świetna atmosfera i kto wie, czy to nie ona zdecydowała o dobrej grze w drugiej połowie naszej reprezentacji. Nie było wielkiej presji, która przeszkadza każdemu zawodnikowi. A sami piłkarze potwierdzają, że bawią się dobrze i grają z poświęceniem.

      Na konferencji prasowej przed meczem Grzegorz Krychowiak i Wojciech Szczęsny postanowili przekazać kibicom jaka atmosfera panuje podczas zgrupowania.

      Na poniższym filmiku nasz defensywny pomocnik w trakcie swojej wypowiedzi wplata nazwiska były  świetnych piłkarzy: Olivera Bierhoffa i Nelsona Didy, a ze śmiechu powstrzymać nie może się Szczęsny, dobrze bawi się też trener Nawałka. Brawo Panowie za wprowadzenie luzu, tak trzymać! 

      A tutaj Krychowiak wyjaśnia całe zdarzenie:

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      jacynaj
      Czas publikacji:
      niedziela, 12 października 2014 11:34